czy ciebie to dotyczy

Mnie to nie dotyczy, powiedziało wielu.


Nagle krach, wszystko w co do tej pory wierzyłaś, wszystko, do czego byłaś przyzwyczajona, rozpadło się, jak ten domek z kart, co go układałaś, jak jeszcze byłaś dzieckiem. Pamiętasz? To zawsze bolało!
Chociaż Ty pozbierałaś się szybko, to Ona wciąż jest w rozsypce. Albo nie, zaraz, zaraz, to Ty jesteś w rozsypce a Ona, pozbierała się. Kurczę już wszystko mi się pomyliło.
Prawdę mówiąc, nie ważne, czy Ty to Ona, czy Ona to Ty, dotyczy Was obu. Dotyczy mnie i tego człowieka, który spogląda w moim kierunku, kiedy siedząc na ławce, piszę ten tekst. Dotyczy ludzkości, choćby nie wiem, co mówiła i robiła, dotyczy nas wszystkich. Pamiętam dokładnie, jak ogłoszono pierwszy lock down, bo poczułam ulgę. Chociaż bywało i tak, że dopadały mnie chwile grozy. To była emocjonalna ruletka, z jednej skrajności, wpadałam w drugą, a to był dopiero początek.

W obecnej chwili minął nieco ponad rok, a ja wciąż staram się odnaleźć w innej rzeczywistości. Bo tak, dla mnie jest inaczej. Każdego miesiąca robiłam wszystko, by tak nie było, walczyłam, czasami do utraty tchu. Oczywiście teraz już wiem, że wielokrotny upadek doprowadził mnie do miejsca, w którym obecnie jestem. Wówczas jednak przeszywał mnie ból, powoli od środka rozdzierał jak lew swoją ofiarę.
Czy mogąc cofnąć się w czasie, dokonałabym innych wyborów? Nie.


Jestem pewna, że każde wydarzenie po coś było i wiele mnie nauczyło.


Każdy wybór czy jego brak doprowadził do czegoś. Pewna też jestem, że nic nie jest mi dane na zawsze. Chociaż wciąż pracuję nad akceptacją tej oczywistości. Wiesz, to bardzo trudne, kiedy po podjęciu wszystkich możliwych kroków dopada bezsilność, zdecydowanie najgorsze uczucie, jakie mi towarzyszyło w ciągu wielu lat. Wiem, czeka mnie daleka droga, by w pełni nauczyć się, akceptacji tego, na co wpływu nie mam, jednak chcę podjąć wyzwanie.

Mnie to nie dotyczy, powiedziało wielu,

a w moim życiu zmieniło się prawie wszystko. Kilka spraw runęło i pozostał z nich tylko drobny maczek. Wierzę jednak, że tak właśnie miało być. Dopuściłam akceptację. Następnie krok po kroku uczyłam się odpuszczać. To zabawne zresztą, bo nie wiedziałam, że w moim życiu znajdą się jeszcze rzeczy, które tego wymagają. Byłam przekonana, że ten etap już dawno za mną. Po raz kolejny się pomyliłam. No cóż, takie właśnie jest życie, nieprzewidywalne.
To wszystko jest o tyle trudniejsze dla mnie, że dotychczas żyłam z planem, który realizowałam od A do Z i gdy plan A nie wypalił, wdrażałam plan B i było git. Nagle plan B potrzebował planu C, następnie planu D, E, F, G itd. Zwątpiłam w swoje możliwości, ale kolejny raz odpuściłam. To dało mi spokój na jakiś czas.

Ponieważ od zawsze wiem, że to ja ponoszę odpowiedzialność za swoje życie, wobec tego, co by się w nim nie działo, to ja muszę sprzątać po niepowodzeniach, ale też zbierać plony ciężkiej pracy. Kiedy więc już posprzątałam i całą uwagę skoncentrowałam na plonach, dopadły mnie bardzo trudne emocje, do tego stopnia, że omal się nie poddałam. Towarzyszył mi strach, był tak ogromy, że powróciły moje bezdechy oraz paraliż. Wylogowałam się z życia, popadłam w coś przypominającego czarną dziurę. Trwało to mniej więcej tydzień, w końcu się pozbierałam.
Udało mi się otrząsnąć, gdy w oczach mojego dziecka zauważyłam strach. Zrozumiałam wtedy, że dla niego muszę być silna. Towarzyszące mi uczucie po widoku jego oczu, było jak zimny prysznic.

Chociaż wiedziałam,

że mój mąż ogarnia całą tę porąbaną sytuację, nie mogłam pozwolić, by syn widział mnie w takim stanie. Jego ukochana mama leżała w łóżku bez ruchu, ciągle płakała albo łkała. Oczywiście mam świadomość, że nie uchronię syna przed wszystkimi niebezpieczeństwami świata, to nie czuję, że teraz jest odpowiedni moment, by opowiadać mu moją trudną historię życia i obarczać wszystkimi emocjami, jakie mnie pochłonęły w ostatnim czasie.

Wielu też, straciło więcej, niż myślało, że może stracić.  Zaczęła się walka. Wytykanie tego, kto ma lepiej, kto gorzej, kto zdołał się utrzymać, a kto nie dał rady. Przepychanki nie tylko w sieci, ale też w życiu offline. Świat został podzielony i widać to na każdym kroku. Ogólnie wiem, że nigdy nie było idealnie, od zawsze panowały podziały, jednak teraz widać je na każdym dosłownie każdym kroku.

Na ten moment mogę tylko powiedzieć, że ja uczę się wielu rzeczy od nowa.

Jednak wierzę w swoją siłę oraz upór.

Wiem, że dam radę.

Podołam trudnością.

Spełnię moją ziemską misję.

Wiem, że warto.


Podziel się, proszę swoim zdaniem lub doświadczeniem w komentarzu. W tamtym miejscu dzieje się magia i okazuję się, że często można w ten sposób komuś pomóc w podjęciu decyzji lub udzielić dodatkowej odpowiedzi na nurtujące pytania.


 

Z fotografką przez świat,
poprzedni tekst Z fotografką przez świat. W obiektywie!
następny tekst Jak wygląda życie z psem? Część pierwsza.
życie z psem

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek "pliki cookies", aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close