Jak wygląda życie z psem

Śmierć psa i co dalej?

Dzwoni mój telefon, a na wyświetlaczu pojawia się napis „tata”, odbieram szybko, bo wiem, że On dzwoni tylko, gdy coś jest na rzeczy. Kończę rozmowę i ze łzami w oczach biegnę, by powiedzieć, że muszę wyjść z pracy. W pośpiechu wsiadam w samochód i pędzę do domu. Sonia jest jakaś dziwna, chociaż w ostatnim czasie, mimo swego wieku, zachowywała się całkiem sprawnie. Niestety w ciągu kilku minut dostała ataku jakby jakiejś rzucawki. W niespełna pół godziny jestem w gabinecie. Lekarka pobiera próbki krwi do badań, podaje jej kroplówki i szykuje do prześwietleń, bo nie podoba jej się brzuch Soni. Każe mi jechać do domu. Dziwnie się z tym czuję, ale wykonuje polecenie, myśląc, że tak jak obiecała, zadzwoni, kiedy już będzie wiedziała, co jej dolega. Kłębią mi się myśli, bo przypominam sobie, że mój mąż ma urodziny.

Odbieram telefon. Z całej rozmowy, zapamiętuję, tylko żebym przyjechała. Na miejscu doznaje szoku. Pękł guz. Sonia cierpi, nic nie można zrobić. Miała raka, który nie dawał objawów. W mojej głowie pojawia się pytanie, ale jak to, przecież niedawno była badana. Zamieram. Lekarka podaje jej zastrzyk. Jestem obok i przypominam sobie ten dzień, kiedy trafiła w moje ramiona, gdy ratowałam jej życie. Ten czas po zastrzyku rozerwał mnie na strzępy.

Prosto z kliniki weterynaryjnej pojechaliśmy do krematorium. Sposób, w jaki potraktowano nas w krematorium, rozwalił system. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego. Sam budynek na pierwszy rzut oka przypominał coś w rodzaju biurowca, ale takiego ze smakiem. W życiu czegoś takiego nie doświadczyłam. Obsługa krematorium podjechała do naszego auta wózkiem przypominającym nosze, tylko takie krótsze. Ten wózek był wyłożony białym materiałem. Zaproszono nas do środka. W pokoju, do którego się udaliśmy, siedziała osoba, która przywitała nas kondolencjami. Szczerze, wiem, że to wszystko brzmi jak jakaś wymyślona historia, ale jest w 100% prawdziwe. Omówiliśmy wszystkie sprawy związane z kremacją. Wybraliśmy urnę i zdecydowaliśmy się na odcisk jej łapy, by jakaś jej cząstka pozostała z nami.


Po załatwieniu wszystkich formalności.


Zaproszono nas do innego pomieszczenia, w którym zaraz po przekroczeniu progu ryczałam jak szalona. Pokój był przyciemniony, w tle było słychać spokojną muzykę. Sonia, leżała na uniesionym podeście pokrytym materiałem w otoczeniu kwiatów z dużym ekranem za sobą. Na którym była piękna łąka, przypominająca psie niebo. Powiedziano nam, żebyśmy się z nią pożegnali i byśmy się nie spieszyli, że to nasz czas. Ja nie mogłam przestać płakać. Przeszło to moje najśmielsze oczekiwania.

Następnego dnia przyjechaliśmy po prochy oraz odcisk łapy. Dwa dni później otrzymaliśmy akt zgonu, w dokładnym tłumaczeniu „certyfikat pogrzebowy”, którego kopie wysyła się do gminy. Wraz z tym dokumentem dołączony był list z kondolencjami oraz życzeniami siły w radzeniu sobie ze stratą. Następnego dnia otrzymaliśmy kartkę z wyrazami współczucia z kliniki weterynaryjnej.

Czyli co? Czyli okazuje się, że można drugiego człowieka w obliczu takiej sytuacji potraktować dobrze. Nie trzeba rzucać w niego słowami: TO TYLKO PIES! Oczywiście, dopuszczam fakt, że tylko ja mam złe doświadczenia z Polską a Ty droga/i czytelniczko/ku nie. Chociaż ja, jak ja, jednak sporo innych ludzi, których znam osobiście po usłyszeniu o tym, w jaki sposób przebiegała tutaj cała sytuacja z Sonią, powiedziało mi, że nawet po śmierci kogoś najbliższego, czyt.gatunku ludzkiego nie zostali potraktowani z takim szacunkiem i zaangażowaniem.

Marzę, by nasz kraj inspirował się takim podejściem do zwierząt, jakie jest między innymi w Nederland.


Podziel się, proszę swoim zdaniem lub doświadczeniem w komentarzu. W tamtym miejscu dzieje się magia i okazuję się, że często można w ten sposób komuś pomóc w podjęciu decyzji lub udzielić dodatkowej odpowiedzi na nurtujące pytania.


 

 

życie z psem
poprzedni tekst Jak wygląda życie z psem? Historia jakich wiele.
następny tekst Czy da się budować życie odpowiedzialnie?

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z ciasteczek "pliki cookies", aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close