Nawet się nie zapowiedziała. Czy tak będzie zawsze?


Nikt jej nie zapraszał! Ona jednak przyszła. Mało tego, bezwstydnie postanowiła rozgościć się, nie pytając o pozwolenie, chociaż wiedziała, że nie potrzebuję jej w moim życiu. Wiele razy słyszała, że jest uciążliwa oraz wyniszczająca. Zaatakowała bez ostrzeżenia. Po raz drugi. Nawet się nie zapowiedziała.

Wiele długich miesięcy zajęło postawienie diagnozy, zaczęłam tracić nadzieję. Gdy już się udało, byłam pełna optymizmu, ale on trwał dość krótko. Kilka miesięcy zajął powrót do codzienności. Ilość wizyt lekarskich plus fizjoterapia przyprawiały mnie o dreszcze. Jednak walczyłam z czymś, z czym nikt wśród moich bliskich do tej pory się nie spotkał. Nikt nawet nie mógł powiedzieć, że będzie dobrze, bo pierwszy raz słyszał o takiej chorobie. Były też osoby, które śmiały się, bo niby cóż to takiego mieć…

Kiedy już uznałam, że znam ją na pamięć i już mnie nie zaskoczy, ona szybciutko wyprowadziła mnie z błędu, pokazując przy tym swoją siłę. Uświadomiła mi, że jestem tylko kruchym człowiekiem, który nie ma z nią szans, jeśli znowu o niej zapomnę.

Bo tak właśnie było, zapomniałam. Kiedy zakończyłam wszelkie ćwiczenia i usłyszałam od fizjoterapeuty, że moje rokowania są obiecujące, że dzięki wytrwałej i regularnej fizjoterapii szybko wracam do zdrowia, oczyściłam umysł oraz serce z toksyn, jakie po sobie pozostawiła. Krzyczałam, że jestem wolna. Wróciłam do codziennych spraw, mądrzejsza o doświadczenie i uznałam, że to koniec. Popełniłam błąd. Sporo mnie kosztował.


Nawet się nie zapowiedziała. Czy tak będzie zawsze?


ŁPZG– łagodne napadowe pozycyjne zawroty głowy. Osoba, która wymyśliła tę nazwę, na sto procent nie chorowała na tę chorobę, albo miała kiepskie poczucie humoru. To nie są zawroty głowy jakich wiele na świecie. To nie są zawroty, o których szybko się zapomina lub po których szybko wraca do normalności. To są zawroty, które potrafią niejednego twardziela położyć na deski. To są zawroty, które napawają lękiem.

Bardzo dokładnie pamiętam, jak musiałam na drodze szybkiego ruchu, zatrzymać samochód bez ostrzeżenia, tak wiesz, po hamulcach, bo czułam, że tracę panowanie nad kierownicą. To był chyba cud, że nie doszło wówczas do poważnej kolizji. Takich trudnych momentów w moim życiu, miałam masę. Najtrudniejsze jednak było, kiedy ja dorosła już kobieta bałam się zostać w domu sama lub z dzieckiem. Płakałam, korzystając z toalety, by syn nie widział za często moich łez. Płakałam pod prysznicem, gotując obiad i zawsze, wtedy kiedy czułam, że tracę grunt pod nogami. Bo ona nawet się nie zapowiedziała.

Przyszedł taki moment, że zrezygnowałam ze wszystkiego, co wiązało się z wyjściem gdzieś do ludzi. Ponieważ kilka razy zdarzyło się, iż uznano, że jestem pod wpływem alkoholu. Z jednej strony, byłam wściekła na świat a z drugiej, starałam się zrozumieć tych ludzi. Wolałam jednak dmuchać na zimne i nie narażać się. Bo co by było, gdybym upadła i np. głową uderzyła w krawężnik? Może nikt by nie zareagował. Dość często słyszy się o takich przypadkach.


Nawet się nie zapowiedziała. Czy tak będzie zawsze?


Rodzina dzwoniła kilka razy dziennie, aby mieć pewność, że wszystko u mnie ok. A lekarze z każdą wizytą rozkładali ręce. Moje życie można było porównać do filmu „Dzień Świstaka”. Jednak nie było w nim niczego dowcipnego ani radosnego. Moim towarzyszem przez wiele miesięcy były CODZIENNE nudności, podwójne widzenie, bóle głowy, szumy w uszach, nadmierna potliwość, oczopląs oraz brak koordynacji. Dość często towarzyszyły mi wymioty.

Ataki pojawiały się nagle, potrafiły mnie wybudzić nawet w środku nocy. Cały epizod potrafił trwać kilka minut, to rujnowało moją psychikę. W moim otoczeniu nie było ani jednej osoby, która mimo starań byłaby w stanie mi pomóc. Kiedy jeszcze chodziłam do pracy, miałam to szczęście, że z reguły w pobliżu byli ludzie. Jednak, każde omdlenie, wiązało się z dodatkowym stresem osób, u których bez ostrzeżenia do tego dochodziło.

To, co opisałam tak naprawdę, nie odzwierciedla w pełni powagi tej choroby, straszne jest, że ludzie cierpiący na ŁPZG często nie są traktowani poważnie. A w internecie wciąż można przeczytać masę mitów na ten temat. Jeszcze gorsze jest to, że rozpoznania potrafią ciągnąć się miesiącami, a nawet latami. Teraz już wiem, że dobry wywiad lekarski mógłby przyspieszyć postawienie diagnozy. Jednak tak się nie stało i zanim pierwszy raz usłyszałam o wędrujących w moim uchu otolitach, czyli kamyczkach z kryształów węglanu wapnia ustalałam z mężem w jaki sposób, ma dbać o to, by nasz syn o mnie pamiętał. Byłam w totalnej rozsypce. Ona nawet  się nie zapowiedziała.

Gdy trafiłam do lekarza, któremu wprost powiedziałam, że nie wyjdę stąd, dopóki nie zrobi wszystkich, ale to dosłownie wszystkich badań, bo jestem u kresu wytrzymałości, nie spodziewałam się, że spędzę w szpitalu tyle czasu.


W trakcie wizyty towarzyszył mi brata.


Po jednym z badań na jego twarzy dostrzegłam panikę, jakiej nigdy w życiu nie widziałam. Kiedy lekarz, wykonał tzw. manewr uwalniający krytyczny Dix-Hallpike’a mój krzyk, słyszał chyba cały oddział. I do dziś zastanawiam się, jak to się stało, że go nie obrzygałam. Brat mówił, że to, co działo się z moimi oczami, było gorsze niż w horrorach. Oczywiście miałam oczopląs, podobno wygląda to strasznie. Nie wiem, nie widziałam. Jednak nie mam podstaw nie wierzyć bratu.

Jak to wyglądało z mojej strony? Poczułam, że spadam w przepaść, nie byłam w stanie kontrolować swojego ciała, odczuwałam mdłości i cała się trzęsłam. Należę do mniejszości, bo to badanie plus fizjoterapia trwało u mnie dłużej niż piszą w internetach. Głównym powodem była późno postawiona diagnoza. W trakcie całego leczenia okazało się, że pierwszy raz, kiedy powinnam być przebadana pod tym kontem, miał być po wypadku samochodowym, który miał miejsce dwa lata wcześniej. Najprawdopodobniej, to był ten właśnie moment, gdy wszystko się zaczęło.


Dlaczego nie zostałam przebadana?


Po pierwsze, wypadek spowodował młody kierowca pod wpływem narkotyków z towarem w aucie. Do zdarzenia przyjechały trzy radiowozy. Cała akcja trwała kilka minut. Już wtedy czułam się jak w jakimś sensacyjnym filmie. Po drugie, byłam w ogromnym szoku i chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Policjant, który spisywał moje zeznania oraz zeznania świadków chciał wezwać ambulans, jednak ja się nie zgodziłam. Bo gdy zobaczyłam jak ten chłopak, został zakuty w kajdanki, to przypomniałam sobie, że kilka minut przed przyjazdem policji patrzył mi w oczy i śmiał się jak niezrównoważony. Jedyne czego wówczas chciałam, to szybkiego powrotu do domu. Bałam się. Nie wiem czego, ale bałam się cholernie.

Drugiego dnia chciałam udać się do lekarza, bo adrenalina opadła i czułam silny ból w karku oraz miałam kilka innych dolegliwości. Uderzenie było mocno, moje auto poszło do kasacji. Jednak asystentka uznała, że jak nie ma zawrotów oraz wymiotów to normalne, że boli, bo miałam wypadek. Przyjść mam, jeśli będzie się coś działo. Tylko nie bardzo wiedziałam co takiego, może się jeszcze dziać. Nie musiałam czekać długo na to „coś”, jednak to jest inna, dość długa historia, którą może opiszę innym razem.

Wracając, do ŁPZG lekarz powiedział, że w trakcie tego wypadku musiało dojść do bezwładnego niekontrolowanego ruchu głowy zwanego „smagnięcie biczem”. Ponieważ nie skierowano mnie dość szybko do fizjoterapeuty, doszło u mnie do znacznie poważniejszych uszkodzeń, które z czasem doprowadziły do tej choroby. Ponieważ wówczas pracowałam fizycznie, mój kręgosłup a szczególnie kręgi szyjne były narażone podwójnie i teraz już wiem, że przyczyniło się to, do kolejnym powikłań, których następstwa towarzyszą mi do dziś dnia. Na domiar wszystkiego jestem od najmłodszych lat pacjentką laryngologiczną, miałam operację nosa, aby usunąć błonę śluzową z zatok szczękowych i regularnie coś dzieje się z moim lewym uchem.


Nawet się nie zapowiedziała. Czy tak będzie zawsze?


Prawda jest taka, że na nowo uczę się żyć z tym cholerstwem. Atak, który mnie zaskoczył 20 listopada, trwał pięć godzin. Pięć długich godzin cholernych zawrotów oraz bólu głowy. Pięć godzin mdłości i wymiotów. Pięć godzin, w trakcie których byłam zależna od męża. Mimo tego wszystkiego czuję się szczęściarą, ale o tym też napiszę innym razem. Nie wiem tylko jak, żyją osoby, które nie mają przy sobie kogoś, kto pomoże.

Ten tekst powstał właśnie po to, aby pomóc, bo wiem, że wciąż są ludzie, którzy borykają się z powikłaniami powypadkowymi lub są pacjentami laryngologicznymi i dochodzi u nich do różnych powikłań, których następstwem jest ŁPZG. To choroba, która może doprowadzić do tragedii. Jej następstwa mogą być powodem wielu wypadków. Przez tę chorobę można popaść w depresję. Dbaj o siebie i obserwuj otoczenie, bo czasami przypadkiem możesz uratować życie.


Zachęcam do wysłuchania wpisu.


Treść niedostępna.
Zaakceptuj proszę pliki cookie jeśli chcesz kontynuować

Ten oraz wiele innych Podcastów możesz również posłuchać na innej platformie. Zachęcam do subskrybcji!

Spotify


Podziel się, proszę swoim zdaniem lub doświadczeniem w komentarzu. W tamtym miejscu często dzieje się magia i okazuję się, że często można w ten sposób komuś pomóc w podjęciu decyzji lub udzielić dodatkowej odpowiedzi na nurtujące pytania.


fot.pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej o ciasteczkach.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania strony. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie ciasteczek?

Zamknij