Sonia została skremowana.


Weterynarz, który próbował jej pomóc, pokierował nas dalej. Dodam jeszcze, że u Soni wykryto raka, który nie dawał objawów przez długi czas. Zresztą Ona była cudowną sunią, która nigdy nie pokazywała, że coś jej jest. Była bardzo silna.

Prosto z kliniki weterynaryjnej pojechaliśmy do krematorium.

Tak, Ona już nie żyła. Tak, podano jej zastrzyk.

Ten czas po zastrzyku rozerwał mnie na strzępy.

Sposób, w jaki potraktowano nas w krematorium, rozwalił system. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego. Sam budynek na pierwszy rzut oka przypominał coś w rodzaju biurowca, ale takiego ze smakiem. W życiu czegoś takiego nie doświadczyłam. Obsługa krematorium podjechała do naszego auta wózkiem przypominającym nosze, tylko takie krótsze. Ten wózek był wyłożony białym materiałem. Zaproszono nas do środka. W pokoju, do którego się udaliśmy, siedziała osoba, która przywitała nas kondolencjami. Szczerze, wiem, że to wszystko brzmi jak jakaś wymyślona historia, ale jest w 100% prawdziwe. Omówiliśmy wszystkie sprawy związane z pogrzebem. Wybraliśmy urnę i zdecydowaliśmy się na odcisk jej łapy.


Po załatwieniu wszystkich formalności.


Zaproszono nas do innego pomieszczenia, w którym zaraz po przekroczeniu progu ryczałam jak szalona. Pokój był przyciemniony, w tle było słychać spokojną muzykę. Sonia, leżała na uniesionym podeście pokrytym materiałem w otoczeniu kwiatów z dużym ekranem za sobą. Na którym była piękna łąka, przypominająca psie niebo. Powiedziano nam, żebyśmy się z nią pożegnali i byśmy się nie spieszyli, że to nasz czas. Ja nie mogłam przestać płakać. Przeszło to moje najśmielsze oczekiwania.

Następnego dnia przyjechaliśmy po prochy oraz odcisk łapy. Dwa dni później otrzymaliśmy akt zgonu, w dokładnym tłumaczeniu „certyfikat pogrzebowy”, którego kopie wysyła się do gminy. Wraz z tym dokumentem dołączony był list z kondolencjami oraz życzeniami siły w radzeniu sobie ze stratą. Następnego dnia otrzymaliśmy kartkę z wyrazami współczucia z kliniki weterynaryjnej.


Dlaczego opisałam te historie?


Bo uważam, że ma ona ogromny wpływ na decyzje, jakie podjęłam w ostatnim czasie. Jest jeszcze jedno wydarzenie.

Kora, sunia potrącona przez samochód. Natychmiast po tym potrąceniu wzięłam ją na ręce. Pobiegłam do gabinetu weterynarza, który od tego miejsca (na szczęście) był oddalony o 5 min biegu. Szłam sobie chodnikiem i nagle zauważyłam, jak na ulicę z domu po drugiej strony wybiegają małe czarne kuleczki. Nadjeżdżające samochody trąbiły i starały się je omijać, jednak ani jeden się nie zatrzymał. No a ja nie mogłam wbiec na tę drogę, bo chociaż miałam zaledwie 10 lat, to już na tyle rozumu, że wiedziałam, jakie to może mieć konsekwencje. Nagle z ogromną prędkością nadjechał kolejny samochód i ostatniego szczeniaka uderzył z taką siłą, że wleciał na chodnik, prawie pod moje nogi. Kierowca się zatrzymał, wysiadł i krzyknął do mnie, że pewnie już nie żyje, wsiadł z powrotem i odjechał.

Kora przeżyła, dzięki szybkiej interwencji dziesięciolatki.

Jej dokładną historie kiedyś jeszcze opiszę. W każdym razie odeszła z tego świata w 2012 roku, przeżyła szesnaście lat, a Sonia była z nami lat 14.

Wracając do odpowiedzialności,

jakiej nie mam już zamiaru ponosić za czyny innych ludzi, chciałam powiedzieć, że ja jedna CAŁEGO ŚWIATA NIE URATUJE. Powiedział mi to weterynarz, kiedy przyprowadziłam do niego Korę z rakiem macicy, do której dopuścili dorośli ludzie. Uważano, że nie wybudzi się po operacji. Wybudziła się i żyła jeszcze kilka lat. Jego słowa do dziś słyszę w mojej głowie, ale dopiero kilka lat temu zaczęłam je rozumieć i pogodziłam się z tą bezsilnością.

Także wiedz, że owszem wiele możesz zrobić dobrego, ale nigdy, przenigdy, nie będzie to w oczach innych wystarczające. Inni nie poznają Twojej historii, nie spróbują wprowadzać zmian w prawie, tylko Ciebie będą kopać, bo jesteś dla nich łatwiejszym celem. Także ja, uchroniłam kilka psów przed śmiercią lub schroniskiem, na tyle, w jakim stopniu realnie mogłam, dwoma z nich zaopiekowałam się bezpośrednio, kilka innych oddałam w dobre ręce.


W wieku już dorosłym wspomagałam schroniska na tyle, ile byłam w stanie.


Nie finansowo zawsze darami, ale już przestałam. Bo to walka z wiatrakami. Ja szary obywatel, wypruwałam sobie żyły, a co robił rząd? I wiem, znajdą się tacy, którzy powiedzą, ale przecież zwierzęta nie mogą ponosić konsekwencji nieudolnego rządu, fakt! Jednak ja też nie mogę, już nie chcę!

Dobra, było o poczuciu winy, teraz przechodzę dalej. Jeśli masz jakieś pytania dotyczące prawa (regulacji prawnej dot.psów) w Nederland, pisz śmiało, jeśli będę znała odpowiedź, raz-dwa Ci odpiszę, jeśli nie będę pewna, dowiem się. Z ciekawostek jeszcze dodam, że rachunki od weterynarza czy z krematorium są dość spore, nie pisałam o kosztach, bo nie mam pewności, czy to interesujące. Teraz jednak wiem, że dużo można zaoszczędzić, ubezpieczając psa. Tym razem tak postąpię.


Pies ze schroniska to nie jest czysta kartka.


Osobiście doceniam ludzi, którzy podejmują wyzwanie, opieki nad takim zwierzęciem. Wierzę, że wiedzą co robią. Mam tu na myśli szczególnie psiaki w starszym wieku, po przejściach. Pamiętaj, że pies ze schroniska, nie będzie Ci wdzięczny, bo go zabrałaś, to bzdura! Nie możesz tego od niego oczekiwać. Pies może przejawiać cechy, z którymi będzie trzeba się pogodzić i koniec kropka. Wtedy często okazuje się, czy faktycznie, podjęłaś przemyślaną decyzję, czy uznasz, że lepiej zwrócić go, bo nie spełnił oczekiwań.

Niestety najczęściej, gdy pojawiają się problemy, wybór pada na to drugie. Czy uważasz, takie zachowanie za odpowiedzialne?

Czyli co? Wezmę, bo wszyscy mówią, adoptuj, nie kupuj, a potem zwrócę, bo przecież nie dałam rady i działałam pod presją. O ja biedna, to przecież nie moja wina. Otóż Twoja! To jest tylko i wyłącznie Twoja odpowiedzialność.

Proszę, nie podejmuj nieprzemyślanych decyzji. Kieruj się rozumem, pytaj, sprawdzaj, bądź odpowiedzialnym człowiekiem. Znam ludzi, którzy adoptowali, część tych osób ma cudowne psy, część wymagała interwencji behawiorysty, jednak wciąż przebywają w kochającym ich domu. Niestety ci drudzy trafiają się częściej, oddają, bo jednak nie przemyśleli.


Oczywiście wiem, że to, czy pies jest ze schroniska, czy z hodowli nie jest zero- jedynkowe.


Marzę jednak o tym, by każdy, kto decyduję się na psa, czy to ze schroniska, czy hodowli, nie działał pod wpływem chwili lub presji. Jeżeli jesteś empatycznym człowiekiem, to nie jest wystarczające, to nawet może być niebezpieczne, dla Ciebie, psa a nawet Twojej rodziny.
Mam cichą nadzieję, że potraktujesz ten wpis jako edukacyjny, nie chcę byś, myślała, że na siłę próbuję odwlec Cię od adopcji.

Wycofany, nieufny, pełen miłości, zbyt wylewny, nieumiejący chodzić na smyczy, cierpiący na lęk separacyjny, bojaźliwy itd. Internet pełen jest informacji o tym, jaki może być pies ze schroniska. Jeszcze raz proszę, czytaj, pytaj i analizuj, zanim podejmiesz decyzję. Weź pod uwagę wszystko.
Pies, czy to ze schroniska, czy z hodowli, to Twój kompan na lata. Trzeba o niego dbać, karmić, kąpać, bawić się, uczyć, zabierać do lekarza, szczepić, zabierać na urlop albo zostawiać z kimś, kto zapewni mu opiekę. Masz kogoś, kto zaopiekuje się nim, gdy trafisz do szpitala? Przemyśl to. Bądź tym odpowiedzialnym.

Jak już wyżej wspomniałam, tym razem ubezpieczę mojego psa. Psa, którego kupiłam z hodowli. I nie piszę tego, by się pochwalić, albo doprowadzić do gówno burzy, piszę o tym, bo chcę, bo mogę, bo lubię dzielić się moimi przemyśleniami i decyzjami.


Głęboko też wierzę, że znajdzie się ktoś, komu ten tekst się przyda.


Decyzja o nowym członku rodziny, po śmierci naszej Soni, sporo nas kosztowała. Ja przez dwa lata zapierałam się rękami i nogami, że już nie będę miała psa, ponieważ okropnie cierpiałam po odejściu Soni. Uważałam, że nie będę gotowa zaakceptować innego psa i od razu myślałam, że przecież on też odejdzie a ja tego nie wytrzymam. Tak, jestem wysoko wrażliwa i tylko osoba, która też taka jest, może zrozumieć, o co w tym chodzi. Kiedyś wstydziłam się mówić o tej wrażliwości, bo społeczeństwo nie dawało przyzwolenia, tzn. nadal nie daje, ale ja się już tym nie zadręczam.

Mniej więcej w podobnym czasie zaczęliśmy zauważać z mężem, że brakuje nam tupotu czterech łap. Jednak w pierwszej chwili uznaliśmy, że to chyba ułuda. Jednak ta ułuda nie mijała. Później uznaliśmy, że to efekt lock downu. W końcu usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać, raz, drugi, trzeci i stało się, podjęliśmy decyzję, że chcemy zorientować się, co będzie dla naszej rodziny odpowiednie. W tej orientacji chodziło o kilka kwestii. Najważniejszą z nich był nasz syn. Po odejściu Soni miał różne nastroje, czasami okazywał strach przed innymi psami. Priorytetem było, czy On aby na pewno jest na to gotów.


Nasze „badania” trwały kilka miesięcy.


Skończyły się pozytywnie, zdecydowaliśmy, że pies będzie z hodowli i będzie to rasa, która jest dopasowana do naszego stylu życia.
Pisząc badania, mam na myśli, wiele przeczytanych artykułów, rozmów z ludźmi ze schroniska i hodowcami. Sporo opowiadałam o naszym życiu o naszych cechach charakteru. Wysłuchałam też wielu historii.

Sierpień 2020 dokonaliśmy rezerwacji szczeniaczka. Pod koniec listopada otrzymałam potwierdzenie ciąży, a jedenastego stycznia dowiedziałam się, że nasz szczeniaczek pojawił się na tym świecie w Sylwestra. To było niesamowite, bo w pierwszej kolejności szczeniaki z tego miotu został zarezerwowany, i do nas miał trafić urodzony 8 stycznia, jednak zwolniła się rezerwacja i w taki oto sposób mamy sylwestrowego szczeniaka i noworocznego dzieciaka.

Nasza Sonia też urodziła się w grudniu, tylko nie znamy dokładnej daty, ale czy to nie jest piękne zrządzenie losu.
Asher, tak będzie wabił się piesek, przyjedzie do nas 16 kwietnia 2021 roku.
Teraz razem z nim będziemy żyć tu i teraz.

Wiesz, że życia tu i teraz moglibyśmy uczyć się właśnie od naszych czworonożnych przyjaciół?

Będziemy teraz tworzyć dalszą the story of our lives.

Wróć do części pierwszej.


Podziel się, proszę swoim zdaniem lub doświadczeniem w komentarzu. W tamtym miejscu dzieje się magia i okazuję się, że często można w ten sposób komuś pomóc w podjęciu decyzji lub udzielić dodatkowej odpowiedzi na nurtujące pytania.


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *